Żuławy rowerami z dziećmi

← Wszystkie wpisy

Wyjazd dookoła Zalewu Wiślanego z dziećmi planowany był już w zeszłym roku, ale wtedy się nie udało. W tym roku w przedostatni weekend maja pogoda dopisuje, więc ruszamy w trójkę, z Ewą i Brunem.

W piątek 22 maja jedziemy po mojej pracy, z niewielkim tylko poślizgiem, koło 16. Ruszamy przez zakorkowaną Warszawę i równie zakorkowaną wylotówkę na północ. Stoimy długo w korkach, w końcu przed 22:00 docieramy na kemping w Rybinie. Kemping i przystań okazują się bardzo malownicze, położone nad samą wodą, na rozwidleniu Szkarpawy i Wisły Królewieckiej.

img_8875.jpeg
Krynica Morska, widok na Zalew

Auto zostawiamy na kempingu i w sobotę o 8 ruszamy w trasę, w kierunku Tolkmicka. Jedziemy w większości trasą EuroVelo 10. Żuławy miejscami przypominają Mazowsze - płaskie, dużo pól, trochę drzew widocznych w oddali, żółty rzepak, czasem ciągnący się aż po horyzont. Miejscami jednak krajobraz znacznie się różni ze względu na wodę - dużo mniejszych i większych mostów zwodzonych, kanałów i rzek. Szlak często prowadzi wzdłuż różnych kanałów i rzek, raz nad Szkarpawą, raz nad Nogatem, raz nad wybetonowanym Elblągiem. Nad rzekami aż głośno od żab i ptactwa.

Wiatr nam sprzyja. Przystanki na przekąski staramy się robić co ok. 20 km. Około południa dojeżdżamy nad Zalew i robimy przerwę w budce ornitologicznej koło Jagodna. Z tej perspektywy brzeg Zalewu jest cały zarośnięty trzciną daleko wgłąb wody. Później jeszcze kilka kilometrów trochę ruchliwą trasą i przed Suchaczem zjeżdżamy już na szutrówkę prowadzącą samym brzegiem Zalewu aż do Tolkmicka. W porcie jesteśmy chwilę po 13, dwie godziny przed odejściem promu do Krynicy. Tym samym planowane na dziś 60 km pokonujemy w 5 godzin. Nikt się specjalnie nie zmęczył. W Tolkmicku jemy dobrą rybę w smażalni poleconej przez Janka. Ale chyba gdyby nie polecił, to też byśmy tam wylądowali, bo Tolkmicko jest malutkie, niezbyt turystyczne i oprócz tej smażalni jest tu jeszcze chyba tylko Asian Kebab. Zwiedzamy kościół i rynek, a potem siadamy z lodami w porcie, czekając na prom.

img_9336-1.jpg
Kuter w Kątach Rybackich

Podróż promem trwa 40 minut. Widoki są piękne, świeci słońce i strasznie wieje. Po drodze mijamy żaglówki, mniejsze i większe, rywalizujące w ramach Pucharu PZŻ. Powoli zbliżamy się do Krynicy z górującą nad nią czerwoną latarnią morską.

W Krynicy już bardziej nadmorski klimat. Lekki tłum, straganoza, itp. Na wzór wrocławskich krasnali, w Krynicy jest kilka figurek dzików, np. dzik policjant, ratownik, itp. Zaliczamy wszystkie 5 czy 6, zwiedzając trochę przy okazji miasto. Krynica jest spora, dużo hoteli, ośrodków, itd. Zaskoczyła nas górzystość terenu. Wchodzimy na czerwoną latarnię, z której jest świetny widok na Zatokę i Bałtyk jednocześnie. Potem szybkie zakupy na kolację i śniadanie i szukamy kempingu. Zdecydowaliśmy się na jeden trochę za miastem, w stronę Gdańska. Mało ludzi, na sporym pochyleniu płaskie platformy na namioty i kampery. Z góry przez sosny prześwituje morze. Kolacja i zachód słońca na plaży.

img_8924.jpeg
Plaża w Kątach Rybackich

W niedzielę pobudka o 6, szybkie śniadanie, pakowanie namiotu i o 7:30 ruszamy, żeby zdążyć na 9 na mszę w Kątach Rybackich. Przez pierwsze 8 kilometrów, do przekopu Mierzei, zegarek i telefon albo nie mogą złapać sygnału GPS, albo pokazują jakieś głupoty. Dopiero za przekopem zaczynają działać. Później ten sam problem pojawia się jeszcze w okolicach Kątów Rybackich, gdy będziemy jechać bliżej morza. Jak się okazuje, to najprawdopodobniej Rosjanie zagłuszają i fałszują sygnał GPS urządzeniami zlokalizowanymi w obwodzie Królewieckim. W Kątach jesteśmy przed czasem. Idziemy na mszę. Potem przypadkiem trafiamy na budkę z rybami, gdzie stoi długa kolejka. To nas zachęca, żeby zaczekać i kupić jakąś rybę. Bierzemy szaszłyki z wędzonego łososia i jedziemy z nimi na drugą stronę mierzei, nad Bałtyk, gdzie na plaży robimy sobie drugie śniadanie.

Dalej jedziemy prosto na zachód, do Mikoszewa, trochę nad samym morzem, trochę lasem. Kilka kilometrów jest bardziej piaszczystych, ale reszta bardzo fajna. Jedziemy głównie lasem, omijając atrakcje nadmorskich miejscowości. Sporo ludzi na rowerach jedzie w obie strony. Po drodze mijamy rezerwat kormoranów - setki gniazdujących, latających i hałasujących ptaków. W Mikoszewie dojeżdżamy do ostatniego punktu wycieczki - ujścia Wisły. Rzeka jest tu może trochę szersza niż u nas w Józefowie, ale cała wypełniona wodą, bez plaż i łach, na horyzoncie widać już morze. Rzut oka, szybka regeneracja i ruszamy w stronę kempingu. Ostatni etap ma 15 km i wiedzie głównie asfaltowymi drogami przez wioski i pola. Mało widowiskowo, ale za to mamy mocny wiatr w plecy, więc jedziemy jak na elektrykach.

img_9237.jpg
Latarnia morska w Krynicy Morskiej

Wyjazd bardzo udany. Bez wielkich dystansów, ale bardzo ciekawie krajoznawczo - infrastruktura wodna na Żuławach, Zalew, podróż promem, morze, przekop mierzei i ujście Wisły. Pogoda bardzo dopisała, siły też.